Aktualności
Miejskie parkingi tylko dla bogatych
4.02.2016
Zostawienie auta w centrum na godzinę kosztowało będzie nawet 75 proc. więcej niż obecnie. Rachunek za cały dzień postoju może wynieść 50 zł.

Rząd zamierza dać samorządom większą swobodę w kształtowaniu cenników w strefach płatnego parkowania. Opcje są dwie: zwiększenie dopuszczalnych stawek w ustawie lub pełna deregulacja. Pewne natomiast już teraz jest jedno: kierowcy dostaną po kieszeni. Bo pomysł popierają zarówno posłowie PiS, jak i PO.

Dziś górne stawki reguluje ustawa o drogach publicznych. Zgodnie z nią za pierwszą godzinę parkowania samorząd może pobierać maksymalnie 3 zł, a za kolejną – o 20 proc. więcej. Większość miast, w tym np. Warszawa i Wrocław, stosuje te najwyższe dopuszczalne opłaty. I uważają, że to wciąż za mało, by skutecznie odstraszyć kierowców od wjeżdżania do centrów autami. Część z nich postuluje, aby określić nie maksymalną, ale minimalną opłatę – 5 zł za godzinę parkowania. Gdyby tak się stało, pozostawienie auta w centrum Warszawy na cały dzień kosztowałoby 50 zł.

Z oficjalnym apelem o zmiany zwrócił się do parlamentarzystów prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. „Niezbędne jest uwolnienie lub przynajmniej podniesienie opłat w strefach płatnego parkowania. Niskie stawki utrudniają prowadzenie racjonalnej polityki w tym zakresie i pozyskiwanie partnerów w projektach budowy parkingów kubaturowych” – przekonuje Adamowicz.

Wygląda na to, że samorządy nie będą miały problemu z przekonaniem większości posłów do tego pomysłu. – Gdy kilkanaście lat temu widełki ustalano na poziomie 3 zł, minimalna płaca wynosiła ok. 800 zł. Teraz jest to ponad 1700 zł. To oznacza, że stawka parkingowa stała się nieadekwatna do kosztów życia, a na pewno nie zniechęca do pozostawiania samochodów w centrum miasta.

Pomysł podwyższenia opłat za parkingi miejskie popierają zarówno przedstawiciele Prawa i Sprawierdliwości, jak i części sejmowej opozycji. Sprawie już przyglądają się urzędnicy Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa (MIB).

Nieoficjalnie wiadomo, że bardziej prawdopodobna jest opcja podniesienia górnych stawek opłat w ustawie. Resort infrastruktury tłumaczy, że opłaty parkingowe są daniną publiczną (i w związku z tym jej górna granica powinna być określona), jednak na ten moment całkowitej liberalizacji polityki parkingowej w samorządach nie można na 100 proc. wykluczyć. Jak bowiem twierdzi rzeczniczka MIB, taka możliwość wymaga „dodatkowej, szczegółowej analizy”.

Pytanie, na jak duże stawki zdecydują się samorządy, gdy powstanie możliwość podwyżek? Na razie miasta głośno o tym nie mówią. Ale już w nieoficjalnych rozmowach urzędnicy np. z Warszawy wskazują, że pierwsza godzina parkowania w ścisłym centrum miasta powinna kosztować przynajmniej 5 zł.

Samorządy jeszcze za czasów poprzednich rządów koalicji PO-PSL lobbowały za zmianami w przepisach dotyczących płatnego parkowania. W ubiegłym roku gminy wspólnie z operatorami parkingowymi wzięły udział w konferencji „Parkingi 2015 – zarządzanie, biznes, technologia”. Jednym z głównych tematów była właśnie nowelizacja ustawy o drogach publicznych.

Poprzedni rząd jednak nie odważył się na taki ruch, zwłaszcza w okresie wyborczym. – Byłoby to równoznaczne z podwyżką podatków, czemu generalnie jesteśmy przeciwni. W końcu poza VAT trudno nam przypisać jakieś inne podwyżki danin.

Przedstawiciele Kukiz’15, nieformalnego koalicjanta PiS, do sprawy na razie podchodzą ostrożnie. – Teraz priorytetem jest reforma systemu dochodów jednostek samorządu terytorialnego – ucina Andrzej Maciejewski (Kukiz’15), przewodniczący sejmowej komisji samorządowej.

Nie wszystkim samorządom jednak podoba się wizja droższych parkingów miejskich.

– Nie możemy wyprowadzać ruchu z centrum, wprowadzając zaporowe stawki za parkowanie. Wiele instytucji użyteczności publicznej znajduje się w centrach miast. Podnoszenie cen za parkowanie w ich pobliżu ogranicza do nich dostęp i różnicuje społeczeństwo. Zamożniejsi kierowcy zaparkują pod danym urzędem, a ubożsi nie.

GP


Fotoradary
21.01.2016
Po zmianie przepisów dotyczących korzystania wyłącznie przez inspekcję transportu z fotoradarów powstał poważny rzeczywisty i prawny problem. Samorządy pozostały z bezużytecznym sprzętem, w większości zaklejonym czarną folią. Bezkarni kierowcy jeżdżą coraz szybciej, stwarzając niebezpieczeństwo na drogach i ulicach.

Niezadowoleni z tej sytuacji włodarze z gminy Kobylnica 28 grudnia złożyli wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności noweli. Na wstępnym posiedzeniu sędziowie powzięli wątpliwości co do legalności zapisów i sprawa ma zostać rozpatrzona. Ale nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Strażom pozostało więc dostosować się do nowej rzeczywistości. I zdecydować o losie zbędnych urządzeń.

Zatrzymać, sprzedać czy podarować

Nowa ustawa nie reguluje, co ma się stać z wyłączonymi urządzeniami straży. Jedno z nich zostało zlicytowane, by wspomóc Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Samorządowcy w całym kraju stoją przed dylematem, czy sprzedać swoje mienie Głównemu Inspektoratowi Transportu Drogowego, darować, czy może zachować na pamiątkę. Z kolei inspekcji nie stać na przejęcie sprzętu, gdyż na ten cel nie zostały przeznaczone w fotoradarowej nowelizacji żadne środki. Nie ma też odpowiedniego miejsca na przechowywanie starego sprzętu, który i tak nie będzie kompatybilny z systemem inspekcji. Niejasne jest też, w jaki sposób miałoby dojść do ewentualnego przejęcia. Ustawa z 24 lipca 2015 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2015 r. poz. 1273), która zabrała strażom gminnym i miejskim uprawnienia do korzystania z fotoradarów, nie nakłada ani na GITD, ani na inny podmiot obowiązku przejęcia tych urządzeń.

Dyrektor Biura Związku Miast Polskich przypomina, że to poszczególne miasta są właścicielami sprzętu technicznego. – Te miejscowości, które chcą go sprzedać czy zachować, mają do tego prawo. To nie jest sprawa, w której ZMP ma konkretne stanowisko. Wszystko zależy od danego samorządu. Jednak sprawę z miastami trzeba załatwić uczciwie. Sądzę, że powinny być sporządzane umowy, gdyż sprawy te mają charakter cywilnoprawny – mówi dyrektor.

Rządowe instytucje się nie spieszą

GP

 


Krajowe autostrady staną się dobrem luksusowym. Ceny wzrosną nawet dwukrotnie
7.01.2016

Wkrótce przyjemność podróżowania najlepszymi drogami może być nawet dwukrotnie droższa niż obecnie. Najpierw stawki za przejazd podniesie rząd. A w ślad za nim pójdą prywatni koncesjonariusze

Podwyżki autostradowych opłat miałyby pomóc załatać dziurę w programie budowy dróg krajowych. A ta jest imponująca – inwestycje zaplanowane przez poprzedni rząd na najbliższe osiem lat opiewają na łączną kwotę 198 mld zł, choć finansowanie przewidziano tylko na 107 mld. Brakuje zatem 91 mld zł. I PiS zamierza je znaleźć.

Poważna korekta programu nie wchodzi w grę. Zdaniem ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka 95 proc. zaplanowanych dróg to potrzebne projekty. Rozważane są pomysły takie, jak zmiana sposobu budowania czy standardu niektórych odcinków. Ponadto, jak wynika z naszych ustaleń, w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa (MIB) trwają dyskusje dotyczącego tego, jak ma wyglądać system poboru opłat drogowych w Polsce oraz jakie dokładnie mają być stawki za korzystanie z autostrad. I to nie tylko tych objętych państwowym systemem viaTOLL. – Podjęte decyzje mogą mieć wpływ także na stawki stosowane przez koncesjonariuszy. Dotyczy to odcinka A1 zarządzanego przez GTC oraz A2 od Świecka do Nowego Tomyśla zarządzanego przez Autostradę Wielkopolską – potwierdza resort. Choć z jednej strony nie używa on wprost słowa „podwyżka”, to z drugiej – nie jest w stanie ukryć swoich faktycznych intencji. – Każde zwiększenie wpływów do Krajowego Funduszu Drogowego oznacza przyspieszenie realizacji Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023 – przyznaje MIB. Zaznacza przy tym, że chce szukać optymalnego rozwiązania, by zmiany nie były zbyt dotkliwe dla kierowców. Co to w praktyce może oznaczać?

Autostradą? 20 zł za 100 km proszę

Prace prowadzone obecnie przez resort infrastruktury mają szeroki zakres. „Analizowane są kwestie związane z całościową decyzją dotyczącą obecnego i przyszłego systemu poboru opłat drogowych w Polsce, w tym sieci drogowej objętej opłatami, rodzajów pojazdów nimi objętych i stawek opłat” – informuje nas Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB).

Resort zdaje sobie sprawę, że największe kontrowersje mogą wzbudzić spodziewane podwyżki opłat za autostrady. Już poprzedni rząd wskazywał, że mimo czasowej obniżki z 20 gr do 10 gr za kilometr wymuszonej przez Unię (KE nie spodobało się, że projekty, które uzyskały pomoc publiczną, generowały zyski) trzeba będzie liczyć się ze „stopniowym urealnianiem stawek o wskaźnik inflacji”. Komisyjny zakaz mija w 2017 r., wtedy będzie można legalnie podwyższyć opłaty.

Pytanie, o jak dużych podwyżkach mowa. – Podczas niedawnych publicznych dyskusji o opłatach na autostradach w Niemczech mówiło się o stawkach rzędu 5–10 eurocentów za kilometr.

Gdyby podwyżki obowiązywały od 2017 r., przy założeniu niezmienionego ruchu drogowego, przyniosłyby w perspektywie całego programu budowy dróg dodatkowe przychody na poziomie 1,4 mld zł. To dużo, ale przy uwzględnieniu potrzeb na poziomie 91 mld zł to wciąż kropla w morzu. Co więcej, są to szacunki uproszczone, nie uwzględniają bowiem ryzyka, że wyższe opłaty mogą zniechęcić część kierowców do korzystania z autostrad. W 2012 r., po obniżce opłat o połowę, na autostradzie z Konina do Strykowa kierowców było o ponad 1/3 więcej. W razie podwyżki sytuacja może się odwrócić.

Jednak podwyżka opłat na autostradach nie wyczerpuje możliwości rządu. Do tego dochodzą skomplikowane systemy rozliczeń z niektórymi koncesjonariuszami oraz możliwość włączania kolejnych dróg do płatnej sieci. Lekkie samochody płacą za przejazd na 260 km państwowych autostrad, podczas gdy samochody ciężkie – na prawie 1000 km. – Ostrożne szacunki dotyczące zwiększenia wpływów do KFD z tytułu opłat w systemie viaTOLL zakładają, że możliwe jest uzyskanie dodatkowych 300 mln zł rocznie z tytułu objęcia opłatami dla aut osobowych pozostałych odcinków autostrad (ok. 1000 km). W przypadku pojazdów ciężarowych odcinki dróg, które można by było już teraz objąć opłatami, to kolejne 1000 km przy spodziewanych rocznych wpływach do KFD na poziomie 580 mln zł.

Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że w tym roku nastąpi kolejne rozszerzenie systemu viaTOLL, jednak na tę chwilę plany są skromne i daleko im nawet do zeszłorocznego rozszerzenia (251 km dróg krajowych, w tym 35 km autostrad oraz 216 km dróg krajowych), które i tak było najmniejsze w historii systemu działającego od połowy 2011 r. Oficjalnie resort przyznaje jedynie, że wspólnie z GDDKiA analizuje, które odcinki dróg krajowych mogłyby zostać uwzględnione w płatnej sieci. Tak czy inaczej zmiana polityki cenowej może stanowić tylko jeden z elementów rządowej układanki.

Jak w obecnej sytuacji zachowują się spółki autostradowe? Autostrada Wielkopolska zarządzająca fragmentem drogi A2 w kierunku Niemiec już zapowiedziała, że od marca tego roku opłaty na odcinku Konin – Nowy Tomyśl wzrosną o 2 gr za każdy przejechany kilometr. To oznacza, że kierowcy zapłacą nie obecne 51 zł, lecz 54 zł. Spółka uzasadnia tę decyzję koniecznością m.in. spłacania kredytów bankowych, bieżącego utrzymywania autostrady oraz nowych inwestycji, jak np. przygotowania do rozbudowy bezpłatnej obwodnicy Poznania.

Stalexport, odpowiedzialny za odcinek A4 między Krakowem a Katowicami, podwyżek na razie nie przewiduje. – Nie planujemy zmiany stawek opłat za przejazd. Zmiana stawki o 1 zł dla samochodów osobowych, z 9 do 10 zł, odbyła się w kwietniu 2015 r. po trzech latach obowiązywania poprzedniej wysokości opłaty. Poprzednio zmiany następowały w podobnych interwałach.

GP


[ podstrona 10 z 21   początek ... | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | ... koniec ]

• Logowanie
Login   Hasło     przypomnij hasło
start | szukaj | aktualności | o nas | zapisz się | przypomnij hasło | przyklej kartkę | ochrona prywatności | reklama | zasady działania portalu | regulamin | cennik | kontakt |
Copyright © TwojaRejestracja.pl. All rights reserved